|
Dlaczego
cięcia się udają? Niezapomniana i jedyna w swoim rodzaju
podróż po estetyce i praktycznych problemach montażu
filmowego. Pierwsze polskie wydanie książki Waltera
Murcha - guru edycji filmowej, wielokrotnie nagrodzonego
przez Brytyjską oraz Amerykańską Akademię Filmową za
montaż filmu i dźwięku między innymi takich filmów
jak: Czas Apokalipsy, Ojciec Chrzestny II i III, Angielski
Pacjent, Uwierz w Ducha, Utalentowany pan Ripley. Tylko
dla zawodowców i zapaleńców? Nie! Dla wszystkich kochających
kino!
"W mgnieniu
oka..." to głośna, sugestywna i skłaniająca do myślenia
książka na temat montażu filmowego. Autor wyjaśnia,
na czym polegają m.in. ciągłość ekranowa lub jej brak,
sen i jawa, kryteria decydujące o powodzeniu cięcia.
Całość przeplatana rozważaniami autora na temat obecnej
sytuacji montażu filmowego.
 |
Walter
Murch montażysta, realizator dźwięku,
reżyser i scenarzysta.
Uhonorowany przez Brytyjską i Amerykańską Akademię
Filmową za montaż obrazu i dźwięku. W 1997
roku otrzymał dwa w pełni zasłużone Oscary za
montaż filmu i dźwięku w Angielskim pacjencie
(1996, reż. A.Minghella). Siedemnaście lat wcześniej
otrzymał Oscara za najlepszy dźwięk do filmu
Czas Apokalipsy (1979, reż. F. Coppola), był też
nominowany przez Brytyjską i Amerykańską Akademię
za montaż obrazu do tego samego filmu. Murch zdobył
podwójną nagrodę Akademii Brytyjskiej za montaż
filmu i dźwięku do Rozmowy (1974, reż. F.
Coppola), nominowany przez obie akademie za najlepszy
montaż w filmie Julia (1977, reż. F. Zinnemann),
a w roku 1991 otrzymał dwie nominacje do Oscara
za najlepszy montaż w filmach Uwierz w Ducha (1990,
reż. J. Zucker) i Ojciec Chrzestny III (1990,
reż. F. Coppola) Murch zdobył uznanie za montaż
filmów: Nieznośna lekkość bytu (1988, reż. P.
Kaufman), Dom z kart (1993, reż. M. Lessac), Krwawy
Romeo (1994, reż. P.Medak), Rycerz Króla Artura
(1995, reż. J. Zucker), Utalentowany Pan Ripley
(1999, reż. A. Minghella), Wzgórze nadziei (2003,
reż. A. Minghella) oraz Jarhead. Żołnierze Piechoty
Morskiej( 2005, reż. S. Mendes). Figuruje również
jako operator dźwięku filmów Ludzie z deszczu
(1969, reż. F. Coppola), THX 1138 (1971, reż.
G. Lucas), Ojciec chrzestny (1972, reż. F. Coppola),
Amerykańskie graffiti (1973, reż. G. Lucas), Ojciec
chrzestny II (1974, reż. F. Coppola), Crumb (1994,
reż. T. Zweigoff). Zaangażowany był ponadto w
montaż nowych wersji filmów Dotyk zła (1998 r.)
Orsona Wellesa i Czas Apokalipsy: Powrót (2001
r.) Francisa Coppoli. Współpracował przy tworzeniu
scenariusza do THX 1138 w reżyserii George'a Lucasa
i The Black Stallion (1979, niewymieniony), filmu
wyreżyserowanego przez Carrolla Ballarda, reżyserował
też film Return to Oz wytwórni Walta Disney'a
z roku 1985 i współpracował przy jego pisaniu.
|
| |
NOTY RECENZYJNE
 |
"Czy
wiesz, że filmowe cięcie może być zgodne z mrugnięciem
powieką? Jesteś ciekaw, jak poradzono sobie z
230 godzinami materiału nakręconego do "Czasu
Apokalipsy"? "W mgnieniu oka" to pasjonująca lektura
odsłaniająca kulisy pracy montażysty, pełna oryginalnych
teorii, ciekawych porównań, bogata w egzemplifikację.
Gorąco polecam!"
- Magdalena Piekorz,
reżyser, Pręgi
|
 |
"Jest
to pensum uwag przede wszystkim i nade wszystko
praktycznych, które przybliżają, wyjaśniają i
uczą tajemnej sztuki montażu."
- Jerzy Stuhr
, aktor, reżyser, rektor PWST w Krakowie |
 |
"Z tej książki *naprawdę* można dowiedzieć
się, czym jest montaż filmowy i jak dobrze montować.
To bardzo potrzebny na rynku podręcznik napisany
w sposób przystępny i z humorem."
- Elżbieta Kurkowska,
montażystka filmowa, Ubu Król
|
 |
"Z dużym zainteresowaniem i przyjemnością
przeczytałam książkę "W mgnieniu oka. Sztuka montażu
filmowego" Waltera Murcha. Jej przystępny język
sprawia że nawet dla osób niewtajemniczonych w
proces montowania filmu, książka ta może być przewodnikiem
po tajnikach montażu profesjonalnego. Powinni
ją z uwagą przeczytać zarówno ci którzy już montują
filmy jak i ci którzy dopiero przymierzają się
do montażu, aby zrozumieć czym jest montaż filmowy
i czym może być. Druga część "Posłowie montaż
przy użyciu technik cyfrowych "przybliża historię
technik montowania filmu od tak zamierzchłych
, że prawie niewyobrażalnych czasów, jak łączenie
poszczególnych ujęć filmu zszywaczem biurowym
przez kolejne etapy, po współczesny montaż cyfrowy
z jego pułapkami i zaletami."
- Ewa Smal ,
montażystka filmowa, Wszyscy jesteśmy Chrystusami
|
 |
"Nie znajdziemy tu podanych wprost gotowych
receptur na dobry montaż w filmie. Poczujemy za
to jak niezwykle skomplikowany jest świat filmowy
zamknięty między cięciami montażysty. Jak patrzy
on na film. Przed jakiego rodzaju wyborami staje.
Znajdziemy bardzo konkretne przykłady jak postrzegać
materiał filmowy i teorie mogące pomóc w krystalizacji
takiego spojrzenia. Bardzo to cenna lektura, dzięki
której mogłem skonfrontować własne doświadczenia
z tym, jak widzi montaż Walter Murch. Dla tych,
którzy interesują się tym tematem lub poczynili
już pierwsze kroki w roli montażystów winna to
być "podróż" mocno uświadamiająca jak potężnym
narzędziem jest montaż w zdobywaniu przychylności
widza dla filmu."
- Jarosław Barzan,
montażysta, Pitbull
|
 |
"W tej niedużej książce pan Murch oddaje całą
istotę montażu. Ukazuje jak ważnym, w procesie
powstawania filmu, jest montaż. Pozazdrościć tylko
komfortu pracy. Długi czas na analizę materiału
filmowego i montaż, to coś czego nam często brakuje.
"Terminy", to słowo towarzyszy nam od momentu
włączenia się do projektu, aż do "zamknięcia"
obrazu. Brak odpowiedniego czasu na montaż, często
odbiera instynkt, a to nie służy żadnemu filmowi
Polecam tę książkę nie tylko przyszłym montażystom,
ale i producentom."
- Wanda Zeman,
montażystka filmowa, Persona non grata
|
 |
"...to prawdziwa uczta dla adeptów montażu,
historyków sztuki oraz techniki klejenia i cięcia,
a także dla pasjonatów kina, którzy kiedykolwiek
zastanawiali się, dlaczego jedne cięcia wywołują
dreszcz emocji, a drugie nie."
- Adrian Szczypiński,
FILM.ORG.PL, Klub Miłośników Filmu, montażysta,
operator
|
 |
"Jest to niewiarygodnie pouczająca podróż
poprzez arkana montażu filmowego, która jest w
mojej opinii esencją formy sztuki kinematograficznej.
Głębia wejrzenia w ten temat jest zdumiewająca,
a książka jest obowiązkowa dla tych, którzy są
naprawdę zainteresowani pełnym zrozumieniem procesu
tworzenia filmu".
- George Lucas, scenarzysta, reżyser,
Gwiezdne Wojny
|
 |
"Gdy po raz pierwszy zobaczyłem Murcha, spał
on na swoim KEM'ie, przepracowawszy całą noc nad
Rozmową. Jest on jedynym montażystą, którego znam,
śpiącym wraz ze swoimi filmami. Tak naprawdę,
Murch ma romas miłosny z każdym filmem, w produkcję
którego jest zaangażowany. W książce "W mgnieniu
oka" zawarta jest kronika jego pasji to właśnie
tutaj opowiada nam on o niektórych intymnych szczegółach
tych romansów. Nie jest to książka dla tych, którzy
nie kochają kina."
- Philip Kaufman,
scenarzysta, reżyser, Poszukiwacze zaginionej
arki
|
 |
"Ta skromna książka zawiera bogactwo wiedzy
z pierwszej ręki o tajemnicach rodzenia się filmu.
Sądzę, że ma ona ogromną wartość zarówno dla profesjonalistów,
jak i dla entuzjastów filmowych".
- Fred Zinnemann, reżyser, Dzień Szakala
|
 |
"Nie ma nic bardziej pasjonującego, niż
wielogodzinne wsłuchiwanie się w teorie Waltera
na temat życia i kina oraz niezliczone ciekawostki
i mądrości, które pozostawia za sobą jak Czarownica
łakocie dla Jasia i Małgosi: wskazuje drogę i
nagradza smakołykami. "
- Francis Coppola,
scenarzysta, reżyser, Ojciec Chrzestny
|
Magdalena Piekorz
reżyser, Pręgi
Książka Waltera
Murcha: "W mgnieniu oka" jest lekturą, nad którą nie
można przejść obojętnie. To jedna z tych pozycji, która
zaskakuje oryginalnymi teoriami i spostrzeżeniami godnymi
odkrywcy, jakim Walter Murch jest bez wątpienia.
Wybitny montażysta obrazu i dźwięku, pasjonat i miłośnik
kina, oddaje nam w ręce przewodnik po montażu, pełen
celnych uwag dotyczących pracy nad filmowym materiałem,
wprowadza w tajniki zawodu montażysty i reżysera, przytacza
przykłady z własnej pracy nad "Ojcem Chrzestnym III"
czy "Nieznośną lekkością bytu". Podróż, w którą nas
zaprasza, rozpoczyna od wprowadzenia w tradycyjne sposoby
montowania, opisuje różnice między montażem mechanicznym
a cyfrowym, dzieli się uwagami na temat podstawowych
zasad filmowego montażu. "W mgnieniu oka" nie jest książką
nudną, jakby mogło się wydawać wszystkim tym, którzy
nie wiążą swej przyszłości ze sztuką "wycinania nieudanych
kawałków", jak opisuje montaż sam Murch. Oryginalne,
zaczerpnięte z codziennego życia przykłady, i zaskakujące
teorie, jak ta, że filmowe cięcie przypadać powinno
na mrugnięcie oka aktora, są siłą tej niezwykłej książki.
Obok fachowych uwag, dotyczących mechanicznego i elektronicznego
montażu, ich zalet i wad, dowiemy się, ile taśmy filmowej
zużyto przy kręceniu "Czasu Apokalipsy" , jak montażyści
radzą sobie z nadmiarem filmowego materiału, i w jaki
sposób dokonywana jest selekcja. Sam język Waltera Murcha
to gratka! "W mgnieniu oka" to niezwykle obrazowa, pełna
miłości do kina, "podróż po stole montażowym", przy
którym autor, co pewnie zdziwi niejednego montażystę,
pracuje zwykle na stojąco! Murch twierdzi, że montaż
porównać można do gotowania, tańczenia lub.operacji
chirurgicznej! Więc skoro każdą z tych "dziedzin" uprawia
się "na stojąco", grzechem by było montować siedząc.
Pracowałam już z wieloma specjalistami "od cięć", ale
przyznam szczerze, ze nigdy w tej pozycji. Wiem natomiast,
co ma na myśli Murch, pisząc o niepokoju w okolicach
żołądka. Niepokoju, jaki doświadcza twórca mierząc się
z ogromem materiału przed wejściem do montażowni. Ten
stan nie jest mi obcy. Nie jest tez obcy pracującym
ze mną montażystom. Czytając " W mgnieniu oka" od pierwszych
linijek wiemy, że mamy do czynienia z człowiekiem, który
kocha swój zawód. Jak sam pisze, najważniejszy jest
widz - jego wzruszenie, łezka w oku, szczery, niewymuszony
uśmiech. "Zawsze staraj się wywołać w umyśle widza jak
najbardziej piorunujący efekt za pomocą jak najmniejszej
ilości elementów" - pisze Murch.
Proszę pomyśleć, jak ważnym staje się to zdanie w dobie
komputeryzacji i coraz to nowych efektów technicznych!
Lepsze jest wrogiem dobrego, zdaje się mówić Murch.
Takie podejście może cechować tylko kogoś, kto wierzy
w widza i w jego inteligencję.
W kinie najważniejsze są emocje, potem dopiero technika,
a nawet historia i rytm.
To dlatego czasem film, na który wydano grube miliony,
nie zyskuje aprobaty publiczności. Same cyferki i chłodna
kalkulacja to za mało, ale jeśli widz przeżyje katharsis
lub wzruszy się do łez - twórcy odnieśli sukces. Najważniejsze,
by nie stawiać się ponad widza.
Murch poświęca wiele stron kwestii współpracy między
reżyserem i montażystą, przytaczając przykłady z własnej
pracy, na przykład nad "Rozmową" F.F. Coppoli czy "Nieznośną
lekkością bytu" P.Kaufmana. Dzieli się z nami uwagami
na temat pracy w zespole, kiedy nad projektem pochylić
się musi więcej niż jeden montażysta. Oprócz ciekawostek
poznamy także kilka szczegółów na temat samej technologii
i przejścia od montażu mechanicznego do cyfrowego.
Murch radzi, na jakim sprzęcie pracować, podkreśla plusy
i minusy dawnego i nowego sposobu montowania, a także
ich podstawowe różnice. W posłowiu, zajmującym obszerną
część lektury, tworzy prognozy dotyczące przyszłości
filmowego montażu, ale sięga również wstecz. Z tej,
równie interesującej, jak pierwsza, części, dowiemy
się, jak lubi pracować S. Spielberg, D.Lynch czy A.Parker,
a także jak z montażem elektronicznym oswajał się F.F.Coppola,
jeden z pierwszych reżyserów, który uwierzył w siłę
Avida.
"...W latach 1900-1925 montażownia była jak w miarę
cichy zakład krawiecki, w której tkaniną był czas" -
pisze autor książki w "W mgnieniu oka". Czym będzie
kiedyś? To pytanie pozostaje otwarte. Jednak z pomocą
Waltera Murcha łatwiej spoglądać w przyszłość!
Milenia Fiedler
Prezes Polskiego Stowarzyszenia Montażystów, wykładowca
PWSFTViT, montażystka filmowa, Nigdy w życiu, Tylko
mnie kochaj
"Montaż filmowy
jest dziedziną tajemniczą dla większości odbiorców sztuki
filmowej. Jest też dziedziną niezwykle trudną do opisania.
Człowiek montujący film wykonuje tylko dwie operacje
: wycina odpowiedni fragment taśmy filmowej i łączy
z kolejnym. Ale dzięki tym prostym działaniom ma moc
tworzenia czasu, przestrzeni, postaci ekranowej, konstruowania
filmowego opowiadania, nadania sensu rejestrowanym obrazom
i programowania emocji widzów. "W mgnieniu oka. Sztuka
montażu filmowego" Waltera Murcha jest fascynującą lekturą
dla wszystkich, którzy chcą zrozumieć istotę sztuki
montażu. Jest to spojrzenie "od środka" - autor dzieli
się z czytelnikiem głęboko osobistymi refleksjami na
temat profesji, opisuje doświadczenia i emocje towarzyszące
mu w pracy nad wieloma wybitnymi filmami. Ta książka
daje wyjątkową okazję do wglądu w proces tworzenia filmu
na niezwykle intymnym (angażującym tylko kilka osób:
reżysera, montażystę, producenta), a jednocześnie rozstrzygającym
etapie. "W mgnieniu oka. Sztuka montażu filmowego" nie
jest klasycznym podręcznikiem. Ale biegłości w sztuce
montażu nie zdobywa się przez opanowanie schematów czy
też zasad i reguł łączenia ujęć, lecz na uruchomieniu
wyobraźni, intuicji, empatii po to, by umiejętnie
sterować uwagą i emocjami widza i stworzyć świat, w
który widz zechce uwierzyć. Jest to swobodnie napisana,
niezwykle zajmująca i inspirujaca lektura - na polskim
rynku, gdzie wydano tak niewiele książek poświęconych
montażowi, to pozycja wyjątkowa. Osoby zainteresowane
sztuką filmową dowiedzą się z niej wiele o roli montażu
i montażysty, oraz o samym procesie postprodukcji w
jego technologicznym i organizacyjnym aspekcie. Dla
osób zajmujacych się montażem jest to rzadka okazja
by skonfrontować własne przemyślenia i poglądy z doświadczeniami
tak wybitnego przedstawiciela profesji."
Jerzy Stuhr
aktor, reżyser, rektor PWST w Krakowie
"Książka Waltera
Murcha kiedy czyta ją aktor - reżyser, jawi się w świetle
szczególnym. Jest to pensum uwag przede wszystkim i
nade wszystko praktycznych, które przybliżają, wyjaśniają
i uczą tajemnej sztuki montażu. Praca napisana jest
niezwykle prostym, zrozumiałym nawet dla laika językiem.
Autor operuje często przykładami, które w jasny, prosty
sposób unaoczniają zasady i sztukę montażu. Mnie jako
aktora przede wszystkim ujęły następujące sekwencje.
Pierwsza to sklasyfikowanie sześciu podstawowych zasad
montażowych w takim porządku, że jako fundamentalne
kryterium montażu przyjmuje emocje (51%) jakie mają
zaistnieć aby odtworzyć te emocje, które wydobyli z
siebie aktorzy na planie, a przede wszystkim emocje,
które musza zawładnąć widzem. To mnie, człowieka "pracującego
emocjami" ujęło szczególnie. Niezwykle dla mnie ciekawym
spostrzeżeniem, odkrywczym z punktu psychologicznego
podejścia aktora do zadania na planie filmowym jest
podporządkowanie rytmu montażu do mrugnięć powiekami
aktora. Z niezwykłym znawstwem psychologicznym opisuje
Murch stany emocjonalne, w których albo mrugamy częściej
lub rzadko, nawet wbrew zasadom biologii. Uzależnienie
rytmu montażu od tej behawiorystycznego elementu naszej
ekranowej obecności jest dla mnie niezwykle pouczające
i odkrywcze. Murch z wielkim szacunkiem odnosi się do
aktora. Widać, że w jego twórczych poszukiwaniach montażowych
aktor zajmuje miejsce szczególne. To tropem jego ekspresji,
rytmu wewnętrznego, emocji nawet mrugnięcia powieką
powinien podążać montażysta. Z pracy Murcha można też
dowiedzieć się wiele ciekawych szczegółów na temat pracy
wielkich reżyserów: Francisa Coppoli, czy Freda Zinnemana.
Są to cenne spostrzeżenia z fazy pracy tych reżyserów,
która nigdy nie jest możliwa do podglądnięcia przez
osoby postronne. Faza twórczości dziejąca się w zaciszu
montażowni. Z zazdrością czyta polski reżyser jaką ilością
materiału dysponował Murch przy "Ojcu Chrzestnym II"
czy "Julii". Te fragmenty należałoby dać do czytania
obowiązkowego producentom filmowym kiedy zastanawiają
się co może przyczynić się do sukcesu artystycznego
filmu. Książka ta powinna być obowiązkową lekturą na
Wydziałach Reżyserskich i Operatorskich Szkół filmowych."
Adrian Szczypiński
FILM.ORG.PL, Klub Miłośników Filmu, montażysta,
operator
"Plus przyciąga
minus. Negatyw ma swój pozytyw. Czarne i białe. Dobro
przeciwstawia się złu. Teza i antyteza. Synteza. Dialektyka!!"
- prof. Milczarek w legendarnym wykonaniu Wiesława Michnikowskiego
z kultowej "Hydrozagadki", wspiął się tu na szczyty
własnego intelektu. Abstrahując od absurdalnie wykręconego
kontekstu tej szalonej komedii, produkcja filmu jako
żywo przypomina walkę dwóch żywiołów. Mówi się, że każdy
film powstaje trzy razy. Podczas pisania, kręcenia i
montażu. Scenarzysta po wymyśleniu osi fabuły obudowuje
ją postaciami, dialogami i wątkami drugoplanowymi. Skrypt
rozrasta się do rozmiarów opasłego tomiszcza. Po przyjęciu
do produkcji następuje proces odwrotny, polegający na
bezlitosnym ciosaniu wszelkich niepotrzebnych wątków,
dialogów i postaci (jeśli twórca tego nie zrobi, wychodzi
film rozgadany i za długi, ew. zaopatrzony w pokaźną
liczbę scen wyciętych na DVD). Etap zdjęciowy to już
prawdziwa walka z żywiołem. Aby zmieścić się w mniej
więcej dwóch godzinach finalnej projekcji (ponad 3000
metrów taśmy), standardowy reżyser kręci ponad 30 km
celuloidu (za kilka lat i ten wynalazek zniknie z produkcji
filmowej, ale to temat na osobną opowieść). Jeśli jest
sprawny, znany i ma producenta zaopatrzonego w serce
zamiast liczydła, stać go na niekończące się duble i
kilometry zapisu z 10 kamer przy skomplikowanej sekwencji
akcji. Jeśli nie, z bólem serca musi amputować wypichcone
koncepcje z planu zdjęciowego, albo zadowalać się drugim
dublem. Alfred Hitchcock tak dokładnie przygotowywał
film przed wejściem na plan, że przy kamerze właściwie
nie miał zbyt wiele do roboty, a niewykorzystane celuoidowe
ścinki stanowiły ułamek finalnego metrażu. Ale on był
wyjątkiem potwierdzającym regułę, z której Stanley Kubrick
uczynił znak rozpoznawczy swoich rozpasanych logistycznie,
czasowo i metrażowo arcydzieł. Wreszcie cały materiał
zdjęciowy ląduje na biurku montażysty, a tu zabawa z
filmem zaczyna się właściwie od początku.
Dziesiątki
kilometrów taśmy, mnóstwo dubli, różnych wersji tego
samego ujęcia, niebotyczna góra zarejestrowanych błędów
inscenizacyjnych i aktorskich, a obok reżyser z wyniesionym
z planu obłędem w oczach i szumem w uszach. Teraz trzeba
to wszystko poskładać, żeby cały wysiłek włożony w produkcję
był wart tych kilku drobniaków, wydanych przez widza
na bilet lub płytę DVD. Nie wspominając o takich detalach,
jak założona z góry data premiery, sztab dźwiękowców
czekających na udźwiękowienie i postsynchrony pod
zmontowany materiał, czy doraźny brak ujęć, równolegle
przygotowywanych przez magików od efektów specjalnych.
Montaż to najbardziej unikalna część produkcji filmowej.
Przed scenarzystami byli pisarze, przez operatorami
malarze i fotograficy. Reżyserzy, aktorzy i scenografowie
spalali się w teatrach, zanim wynalazek braci Lumiere
przewrócił świat sztuki do góry nogami. Ich pierwsze
filmy były prostymi rejestracjami, zgodnymi z ludzką
percepcją ciągłego postrzegania rzeczywistości. Nagle
okazało się, że za pomocą prostego, nieznanego wcześniej
zabiegu zamiany jednego ujęcia w drugie, można dokonywać
cudów. Wyniesiona z życia ciągłość zdarzeń została brutalnie
zachwiana, lecz, o dziwo, ten zabieg został wyjątkowo
gładko przyswojony przez widzów. Prozaiczne nożyczki
i klej stały się potężnym orężem, kształtującym odbiór
ruchomych obrazów. Proste zabiegi montażowe, polegające
na zachowaniu ciągłości akcji, zaczęły ewoluować w kierunku
wyrafinowanego środka ekspresji. Dzięki światłej myśli
rosyjskich i amerykańskich twórców, proces montażu zyskał
iście demiurgiczny status, nie mniejszy od precyzji
scenariusza, brawury operatora, wiarygodności aktorów
czy geniuszu reżysera. Lew Kuleszow dowiódł rewolucyjnego
znaczenia montażu, zestawiając to samo ujęcie z każdorazowo
ujęciem innym. Pozbawiona emocji ludzka twarz, zmontowana
kolejno z diametralnie innymi obrazami, za każdym razem
była przez widza interpretowana inaczej. Dwa niezależnie
nakręcone, następujące po sobie ujęcia, zyskiwały nowa
jakość dramaturgiczną. Pojawiły się emocje, których
scenarzysta i reżyser nie był czasami w stanie przewidzieć.
"Ja nie jestem do myślenia. Ja jestem od klejenia" -
te słowa Magdy Teresy Wójcik (montażystka) do Krystyny
Jandy (reżyserka Agnieszka) w "Człowieku z marmuru"
Andrzeja Wajdy, z całą pewnością nie oddają specyficznej
więzi między reżyserem i montażystą, choć, jak pamiętamy,
to na barkach doświadczonej montażystki spoczywał dobór
archiwalnych materiałów o Birkucie, oglądanych z zapartym
tchem przez nerwową panią reżyser. Montaż to nie jest
składanie do przysłowiowej kupy materiału zdjęciowego.
Przynajmniej nie tylko. Montaż to myślenie, to mozolne
poszukiwanie prawidłowości. Najpierw wśród chaosu materiałów
zdjęciowych. Gdy chaos zostanie okiełznany, a nieudane
ujęcia wylądują w koszu, rozpoczyna się wieloetapowy
wyścig na końcu którego widz otrzymuje produkt, który
wg założeń twórców powinien zapamiętać i odróżnić od
setek innych. Jak to się robi? Nie ma jednej definicji
udanego montażu. Inaczej swoje filmy składał Charlie
Chaplin, inaczej Orson Welles, inaczej Andriej Tarkowski,
inaczej Michael Bay. A każdy z nich, pomimo oczywistych
różnic, osiągał zamierzony efekt. Ten sam montażysta,
zatrudniony kolejno przez reżyserów z odmiennych artystycznie
bajek, potrafi złożyć filmy zgodnie z ich intencjami.
I w drugą stronę - dwaj równolegle pracujący nad tym
samym filmem montażyści, są w stanie zrobić z identycznego
materiału dwie zupełnie inne opowieści. Jak to możliwe?
Na te pytania odpowie książka "W mgnieniu oka. Sztuka
montażu filmowego" Waltera Murcha, opublikowana nakładem
Wydawnictwa Wojciech Marzec.
Kim jest Walter Murch?
Zacznijmy od tego, że nazwisko montażysty nie przykuwa
uwagi podczas napisów początkowych, lub końcowych. W
końcu kto zaprząta sobie głowę nazwiskiem przy funkcji
"film editor" lub "edited by", gdy na całej szerokości
ekranu widnieje nazwisko aktualnej supergwiazdy Hollywood?
Ewentualnie siłą rozpędu można dostrzec nazwisko Michaela
Kahna, niezmordowanego weterana filmów Stevena Spielberga,
człowieka, który za montaż "Poszukiwaczy zaginionej
arki", "Listy Schindlera" i "Szeregowca Ryana" otrzymał
w pełni zasłużone Oscary. Inne nazwiska umkną oczom
i pamięci. A teraz małe audiotele - kto pamięta "Ojca
chrzestnego", "Czas apokalipsy", "Uwierz w ducha", "Angielskiego
pacjenta", czy "Wzgórze nadziei"? Królewski zestaw filmów
wybitnych i/bądź oscarowych (jedno nie zawsze idzie
w parze z drugim, niestety). Wszystkie w/w filmy zmontował
Walter Murch. Gdyby to był scenariusz, teraz musiałaby
nastąpić 5-minutowa scena owacji na stojąco. Jego książka,
stanowiąca zapis wykładu na temat montażu filmowego,
wygłoszonego w australijskim Sydney w 1988 roku, dwukrotnie
uzupełniona w latach 1995 i 2001, to prawdziwa uczta
dla adeptów montażu, historyków sztuki oraz techniki
klejenia i cięcia, a także dla pasjonatów kina, którzy
kiedykolwiek zastanawiali się, dlaczego jedne cięcia
wywołują dreszcz emocji, a drugie nie. Warto od razu
zaznaczyć, że nie jest to metodyczny przewodnik, jakim
było wcześniejsze wydawnictwo tej oficyny "Jak napisać
scenariusz filmowy". Walter Murch, człowiek, który na
montażu zjadł przysłowiowe zęby, nie oferuje gotowych,
ściśle zdeterminowanych rozwiązań, gdyż takowych nie
sposób udzielić. O wartości jego wykładu decyduje podana
nad wyraz przystępnym językiem filozofia hierarchii
filmowych części składowych. Przed lekturą wydawać się
może, że czynnikiem nadrzędnym jest rytm i podążanie
cięć za akcją. Walter Murch przekonująco wyjaśnia, że
najważniejsze są emocje. Zarówno te, towarzyszące bohaterom,
jak i widzom. Mimo, że montaż to przede wszystkim czynność
techniczna, to jej zadaniem jest jak najlepsze wyciągnięcie
na pierwszy plan psychologicznych niuansów opowiadanej
historii. Dopiero wtedy można skupić się na warsztatowej
sprawności i pozwolić sobie na brawurę wykonania 10
cięć w ciągu 5 sekund. Opierając się na zaskakująco
trafnych porównaniach z najprzeróżniejszymi aspektami
otaczającego nas świata (czy ktoś pomyślał o tym, że
udany montaż powinien być w pewnym stopniu odzwierciedleniem...
mrugania oczami, o czym informuje już sam tytuł?), Walter
Murch z iluzjonistyczną wprawą redaktorów z National
Geographic, gładko i lekko serwuje czytelnikowi całe
spektrum trudnej, hermetycznej i fascynującej sztuki
montażu filmowego. W dodatku na konkretnych i wyjątkowych
przykładach, m.in. dwuletniego okresu montażu "Czasu
apokalipsy", przy którym Walter Murch i jego współmontażyści
musieli przebrnąć przez 230 godzin materiału. Sporą
część publikacji wypełnia refleksja nad zagadnieniami
czysto technicznymi. Walter Murch to chodząca encyklopedia
techniki montażu obrazu i dźwięku. Dodać bowiem
należy, że jako jeden z nielicznych, najbardziej liczących
się montażystów, jest mistrzem składania zarówno taśmy
filmowej, jak i taśmy dźwiękowej (za "Angielskiego
pacjenta" otrzymał Oscary za montaż obrazu i dźwięku).
Zaczynając pracę w 1965 roku, doświadczenie zdobywał
właściwie na każdym montażowym wynalazku, poczynając
od klasycznych stołów Moviola i KEM, poprzez pierwsze,
prymitywne rozwiązania analogowo-cyfrowe, aż do oszałamiających
możliwościami komputerowych systemów Avid i Lightworks.
Przyznam się, że przy czytaniu rozdziałów o ewolucji
techniki montażowej, bardzo pomogło mi moje skromne,
dziewięcioletnie doświadczenie montażysty. Uwzględniając
wszelkie proporcje, przeszedłem nieco podobną drogę,
od magnetowidów S-VHS, poprzez prymitywną kartę video
z liniowo dodawanymi efektami, aż do stacji Matrox RTX-100
i programu Adobe Premiere Pro 1.5. Każde kolejne rozwiązanie
otwierało nowe, nieznane wcześniej możliwości kreacji.
Pomimo lat i sentymentu żywionego dla tradycyjnego stołu
montażowego z gilotynką i taśmą klejącą, Walter Murch
jest entuzjastą nowych technik cyfrowych, których analiza
jasnych i ciemnych stron zajmuje 50% książki. W odróżnieniu
od jej pierwszej połowy, wykład o cyfrowym montażu wymaga
od czytelnika jako takiego pojęcia o czysto technicznych
aspektach pracy montażysty. Ktoś, kto nigdy nie widział
na oczy Premiere'a, Final Cuta czy Avida, nie odbierze
w sposób pełny wszystkich fachowych uwag Murcha, przynajmniej
nie za pierwszym razem. Choć z drugiej strony, ja sam
Moviolę widziałem tylko w telewizji, a mimo to nie miałem
większych problemów z pobieżnym zwizualizowaniem sobie
pracy przy takim sprzęcie. Wszystko dzięki stylowi Murcha,
dalekiemu od belferskiego dyktowania suchych formułek.
Jego wykłady przypominają po prostu doskonale zmontowany
film, z montażystą w roli głównej, maszynami w rolach
drugoplanowych, scenariuszem, stanowiącym podróż po
historii kina i kilkoma kulminacjami w momentach znaczących
przełomów technologicznych. A wszystko to jest w udany
i zrozumiały sposób prezentowane przed niespodziewającym
się treści widzem. Można tylko przyklasnąć entuzjastycznemu
wstępowi do książki, autorstwa samego Francisa Forda
Coppoli, zachwycającego się sposobem przekazywania wiedzy
przez Waltera Murcha. "W mgnieniu oka. Sztuka montażu
filmowego" przypomina barwne gawędzenie bajkopisarza,
który z podziwu godnym entuzjazmem i fachowością odsłania
tajniki magicznej sztuki montażu.
Katarzyna
Cichocka
STOPKLATKA.PL,
Internetowy Serwis Filmowy
"W
mgnieniu oka. Sztuka montażu filmowego"
Waltera Murcha to
nie jest zwykły podręcznik, ani poradnik typu "jak
w weekend nauczyć się montażu i zdobyć za to Oscara".
To raczej powiązane ze sobą luźne rozważania na temat
sztuki filmowej, z montażem stanowiącym jej epicentrum.
Książka nie wskaże
czytelnikowi ściśle wyznaczonego kursu, w którym ma
się on przemieszczać, aby mógł stać się "mistrzem
cięć". Zebrany materiał, pochodzący z wykładów,
przeprowadzonych w Sydney w 1988 roku, a następnie uzupełniony
w latach późniejszych, stanowi zbiór myśli, spostrzeżeń
i ciekawych wizji. To istna filozofia montażu, zapodana
w interesującej i błyskotliwej formie z pogranicza eseju
i naukowego dyskursu. W przystępny sposób autor przekazuje
nie tylko doświadczenia, jakie zdobył w trakcie pracy,
ale przede wszystkim emocje - bo one są według Murcha
najważniejsze w przekazie - a możliwe do przedstawienia
nie tylko w filmie, ale jak wykazał, także w literaturze
dydaktycznej.
Kim właściwie jest
Walter Murch? Z pewnością specjalistą w swoim zawodzie.
Wystarczy przypomnieć kilka tytułów, w których maczał
palce: "Czas Apokalipsy", "Ojciec Chrzestny
III", "Utalentowany Pan Ripley" czy "Angielski
pacjent". Dzięki książce poznajemy jednak Murcha
nie tylko jako profesjonalistę czy pasjonata, który
z powodzeniem realizuje swoje zamierzenia, ale dostrzegamy
też prawdziwego znawcę życia i prawideł nim rządzących.
To koneser wszelkich nauk, które stają się w jego publikacji
punktem wyjścia do obserwacji behawiorystycznych. Tak
wygląda sprawa z tytułową teorią mrugnięć i ich wpływem
na film, postrzeganiem cięcia w perspektywie ruchów
oka. W ten sposób twórca wskazuje na spontaniczność
zmian w filmie, naturalną dla ludzkiego postrzegania.
Udowadnia to także, przy okazji zauważenia podobieństwa
montażu i niejasnych przeskoków w trakcie snu. Wniosek
jest jeden: nie ma nic nieautentycznego w modyfikacji
obrazu filmowego, w jego przejściach i wariacjach.
Murch wypracował
swoiste dlań słownictwo, pozbawione sztuczności, a zabarwione
żywym i obrazowym porównaniem. Kiedy sięga do terminologii
medycznej, psychologicznej czy antropologicznej robi
to w świadomym celu: uzyskania najbardziej przekonującej
paraleli. Nie tyle jednak nauka jest głównym źródłem
egzemplifikacji, co sztuka: plastyka, muzyka, fotografia
i taniec. Dziedziny te są mu szczególnie bliskie, ponieważ
stanowią wyraz ekspresji człowieka, podobnie jak film.
Stąd rozbudowane opisy pewnych artystycznych możliwości
mają odrębne zastosowanie w charakterystyce "sztuki
montażu". Takie porównania mają wywołać efekt szczególny:
montaż ma kojarzyć się mniej z suchą produkcją, pozbawioną
możliwości impresji, a więcej z artyzmem, podejmowaniem
decyzji, co do estetyki filmu lub zdolnością wychodzenia
poza ustalone schematy, aby osiągnąć na tej płaszczyźnie
pewne novum. To przywilej sztuki, a nie fizycznej, beznamiętnej
pracy.
Montaż to jednak
nie tylko sprawa właściwego podejścia, chociaż z pewnością
ma ono znaczenie pierwszorzędne. W książce "W mgnieniu
oka. Sztuka montażu filmowego" nie brakuje wskazań
technicznych. Owszem, opisy pierwszych stołów monterskich:
Movioli, KEM-u, maszyny Steenbecka, a także współczesnych
narzędzi, jakie stanowią Avid i Lightworks nie zajmują
poczytnego miejsca w obrębie początkowych dywagacji,
ale poświęcone jest im całkowicie posłowie wydawnictwa.
Tę małą encyklopedię techniki, uzupełniają przemyślenia
na temat przyszłości kina, jego funkcjonowania w świecie
komercji i kultury popularnej. Skądinąd publikacją rządzi
optymistyczna wizja kina. Murch tak jak Richard Wagner
pod koniec XIX wieku ma nadzieję na totalne dzieło sztuki
- gesamtkunstkino. Poza tym wierzy, że ludzie zawsze
będą potrzebowali specyficznego przeżywania obrazów
i dźwięków - w obecności innych ludzi, w całkowitych
ciemnościach z jedną jasną pozycją - ekranem. Jego wyobrażenie
kina daje nadzieję i prowokuje do refleksji, a książkę
po prostu czyta się w mgnieniu oka.
Gabriel W. Kamiński
Portal Księgarski www.ksiazka.net.pl
W gruncie rzeczy człowiek siedzący na widowni w oczekiwaniu na seans w większości przypadków nie zdaje sobie sprawy z tego, czym jest montaż filmowy. Na plakatach, prezentujących kolejne hollywoodzkie superprodukcje czołowe miejsce zajmuje osoba reżysera, czy aktora, odgrywającego główną rolę, których nazwiska odróżniają się od pozostałych wielkością liter, lub też grubością czcionki. Okazuje się jednak, że właśnie montażysta jest dla filmu ważniejszy, niż architekt na placu budowy. Projektant bowiem jedynie rozrysowuje i planuje konstrukcję, później zaś dobiera najwłaściwsze materiały, całą resztę pozostawiając ewentualnym wykonawcom budynku. Montażysta filmowy zaś otrzymuje jedynie materię - setki godzin ujęć, stanowiących efekt pracy reżysera i aktorów. Jego zadaniem jest wytworzenie z owej materii budulca, sporządzenie szkieletu i obłożenie go we właściwym miejscu najbardziej odpowiednim materiałem tak, by film wywołał u widza zgodny z oczekiwaniami efekt. Już sam ów sposób przedstawienia zakresu kompetencji specjalisty od montażu jest niesamowicie fascynujący ze względu na swoją złożoność.
Walter Murch, montażysta, realizator dźwięku, reżyser i scenarzysta w swojej książce W mgnieniu oka. Sztuka montażu filmowego ukazuje ogrom wyzwań, jakim musiał stawić czoła podczas swej błyskotliwej kariery. Kariery nie byle jakiej, bo uhonorowanej trzema Oscarami za montaż i dźwięk do filmu Angielski pacjent oraz za dźwięk do kultowego już Czasu Apokalipsy Coppoli. Autorytetu Murcha dopełnia z całą pewnością współpraca z takimi mistrzami kinematografii, jak wspomniany już Francis Ford Coppola, czy George Lucas. W mgnieniu oka. Sztuka montażu filmowego to rzetelnie zredagowany wykład na temat pracy montażysty, jaki wygłosił Walter Murch w Sidney w Australii w 1988 roku uaktualniony o najnowsze osiągnięcia w dziedzinie cyfrowej techniki montażu filmowego. Jest to nie tylko swego rodzaju podręcznik dla tych, którzy pragną zgłębić tajniki sztuki cięcia taśmy filmowej, ale także bezcenny poradnik pełen wskazówek dla profesjonalnych montażystów. Ponadto, przystępne i pełne humoru podejście autora do poruszanego problemu sprawia, że W mgnieniu oka. Sztuka montażu filmowego stanowi niezwykle wciągającą pozycję także dla niewtajemniczonego w kulisy powstawania filmu wielbiciela ruchomego obrazu.
Bazując na swych doświadczeniach przy pracy nad takimi produkcjami, jak Rozmowa, Ojciec Chrzestny II i III, Nieznośna lekkość bytu, czy Angielski pacjent Walter Murch w swojej książce dzieli się z czytelnikiem spostrzeżeniami, dotyczącymi swojej wieloletniej kariery. Dzięki szczegółowemu i przystępnemu wyjaśnieniu, każdy, najintymniejszy aspekt pracy montażysty filmowego przestaje być tematem tabu, czytelnik zaś bardzo często dowiaduje się rzeczy, o istnieniu których nie miał najmniejszego pojęcia. Mało kto bowiem w trakcie przeszło dwugodzinnego seansu Czasu Apokalipsy zdaje sobie sprawę z tego, że to, co ma przed oczyma to zaledwie jedna dziewięćdziesiąta piąta nagranego na potrzeby filmu materiału, trwającego 230 godzin!
W mgnieniu oka. Sztuka montażu filmowego to także spojrzenie na historię montażu filmowego i jego równoległą z rozwojem techniki ewolucję. W latach 20-tych ubiegłego wieku bowiem montażystą była zazwyczaj wyposażona w nożyczki, spinacze i szkło powiększające kobieta, której zadaniem było wycięcie nieudanych ujęć i przekazanie taśmy filmowej dalej, do montera, który sklejał pocięte elementy w jedną całość. Obecnie zaś montażysta filmowy to nie tylko architekt, doskonale obeznany w materiale, jakim operuje, ale także swego rodzaju rzecznik filmu, pośredniczący między jego twórcami a odbiorcami.
Analizując każdy kolejny problem, poruszany w swojej książce Walter Murch bardzo często stara się zgłębić każdy aspekt pracy montażysty filmowego, posiłkując się różnorodnymi przemyśleniami. Charakter tych odkrywczych dygresji bardzo często wykracza poza dziedzinę kinematografii, one same zaś bardzo często znajdują wyjaśnienie chociażby na płaszczyźnie psychologii. W gruncie rzeczy zmieniły się bowiem potrzeby, jakie zaspokaja u ewentualnego widza film, montażysta zaś powinien nie tylko wiedzieć, jak je nazwać, ale także zdecydować o tym, w jakim stopniu będą one zaspokojone.
Polecam tę niezwykłą książkę nie tylko adeptom sztuki montażu, ale także profesjonalistom w tej dziedzinie. Jestem ponadto przekonany, że W mgnieniu oka. Sztuka montażu filmowego wzbudzi zachwyt każdego, dla kogo film jest czymś więcej, niż tylko rozrywką. Książka Waltera Murcha jest ponadto jedną z wielu niezwykle ciekawych pozycji Wydawnictwa Wojciech Marzec, specjalizującego się w literaturze fachowej, dotyczącej kinematografii.
PRASA
Kino,
nr 1/2007 - "W mgnieniu oka"
Szatkowaliśmy...
biedny film miniaturową gilotyną, po czym łączyliśmy
poćwiartowane kawałeczki w jedną całość, jak doktor
Frankenstein swoje monstrum. Różnica (cudowna różnica)
polega tylko na tym, że z naszych rzeźnickich praktyk
wychodziła czasem istota nie tylko posiadająca życie,
ale i duszę. W taki sposób Walter Murch, sam znakomity
montażysta (m.in. „Ojciec chrzestny”) i
realizator dźwięku, także współscenarzysta i reżyser,
pisze o klasycznym montażu ciętym. Ale równie barwnie
opisuje dzisiejszy montaż przy użyciu technik cyfrowych,
systemy Avid, Final Cut Pro i Lightworks. Innymi słowy
montaż elektroniczny, komputerowy. Tak więc wszystkie
dotychczasowe podręczniki montażu, z pamiętną, studiowaną
przez pokolenia książką Karela Reisza na czele, są już
tylko pozycjami archiwalnymi. Murch zauważa: Nie
oznacza to, że sama taśma filmowa – perforowany
pasek celuloidu – zniknęła. Nadal (i prawdopodobnie
jeszcze przez kilka najbliższych lat) jest to podstawowy
nośnik obrazu i wciąż w takiej formie dojeżdża do kina
(choć kres tej podróży jest już bliski). No cóż,
istota kina jako formy widowiska nie zmienia się, ale
technika tak, w porażająco szybkim tempie. Murch jest
na szczęście do czytania także przez laika, dowcipny,
informacyjny, jasno tłumaczący skomplikowane kwestie.
Uważam, że to dziś lektura obowiązkowa.
(ak)
Film
& TV Kamera 4/2006 (21)
„Filmy
są jak myśli, są bliższe procesowi myślowemu niż jakikolwiek
inny rodzaj sztuki.”
John
Huston
Walter
Murch jest montażystą, ale także reżyserem i scenografem.
Montował m.in. „Rozmowę” i „Ojca
chrzestnego”, czyli filmy, które sam Francis
Ford Coppola uważa za swoje szczególne dokonania.
Walter Murch jest laureatem wielu nagród i nominacji.
W październiku 1998 r. Wygłosił w Sydney wykład o
sztuce montażu. Zapis tego wykładu – poszerzony
o obszerne posłowie o montażu cyfrowym, stanowi treść
książki pt. „W mgnieniu oka – sztuka montażu
filmowego”, wydanej przez Wydawnictwo Wojciech
Marzec. Te informacje są o tyle istotne, że uzmysławiają
czytelnikowi iż nie ma do czynienia z praktycznym
podręcznikiem, czy też naukową teorią montażu, ile
ze zbiorem refleksji doświadczonego fachowca. Refleksji,
z których pożytek będą mieli nie tylko montażyści,
ale także reżyserzy czy producenci. „W mgnieniu
oka: stanowię więc doskonałe uzupełnienie do takich
lektur obowiązkowych jak „Technika montażu filmowego”
Karela Reisza czy książek Lidii Zonn.
Podczas
lektury wynotowałam fragmenty, które wydawały mi się
odkrywcze i przydatne podczas pracy z montażystą Były
to stwierdzenia pozornie proste, ale wiadomo przecież,
że takie posiadają częstokroć najwyższą wartość. Zacznijmy
od definicji zawodu montażysty autorstwa Murcha: „
Montażysta to jedyna osoba, biorąca udział w produkcji
filmu, która nie wie dokładnie (a przynajmniej ma
możliwość wyboru, czy chce wiedzieć czy nie), w jakich
warunkach był on kręcony, mając jednocześnie na niego
tak ogromny wpływ”. Sprawa jest niby oczywista
– ale takie jej postawienie pozwala wyraźniej
dostrzec i docenić dystans i odmienność perspektywy
montażysty. I pełniej ją wykorzystywać. Dalej czytamy:
„... niewskazane jest zmieniać zdanie w trakcie
procesu tworzenia”. Kto tego nie zna: rozpoczynamy
montaż z zamiarem dojścia do punktu A. Kończymy zaś
w okolicach Z. Zamiast zamierzonych emocji wzbudzamy
u widza poczucie konsternacji. Następnie: „...
musisz próbować wywołać w umyśle widza jak najbardziej
piorunujący efekt za pomocą jak najmniejszej ilości
elementów na ekranie /.../ sugestia zawsze wywołuje
silniejszy efekt niż ekspozycja”. Łatwo zapomnieć,
że przeciętny widz „czyta” dzieło filmowe
bardzo sprawnie. Nie ma potrzeby wykładać mu wszystkiego
w najdrobniejszych szczegółach, skoro niewielkim wysiłkiem
intelektu jest w stanie zmontować pewne związki przyczynowo-skutkowe
samodzielnie. I na dodatek sprawi mu to przyjemność.
Wiele
miejsca poświęca Murch psychofizjologicznym podstawom
montażu filmowego. Montaż filmowy, pozornie sprzeczny
z doświadczeniem normalnego obcowania z rzeczywistością,
jest powszechnie zrozumiały. Nie wynika to wyłącznie
z doświadczenia audiowizualnego odbiorców. Naturalną
cechą naszego oglądu rzeczywistości jest bowiem brak
ciągłości, inaczej rzeczywistość przypominałaby „niezrozumiały
ciąg liter, bez znaków przestankowych i podziału na
słowa”. Te znaki przestankowe wyznaczają...
mrugnięcia ludzkiego oka. „Montaż nie jest czynnością
aż tak bardzo nienaturalną – w rzeczywistości
cały czas montujemy obraz rzeczywistości. Mechanizm
fizjologiczny – mrugnięcie – przegrywa
oczywistą ciągłość wizualną percepcji wzrokowej”.
Do tej konkluzji Murch doszedł podczas pracy na filmem
„Rozmowa” a potem przez lata udoskonalał
swoją teorię. Warto zaznajomić się z tym spostrzeżeniem,
a także ze sposobem, w jaki Murch realizuje sześć
zasad rządzących perfekcyjną sklejką montażową.
Ważne
i ciekawe jest także posłowie dotyczące montażu cyfrowego.
Interesujące jest w jaki nieuporządkowany sposób podchodzi
Murch do kolejnych narzędzi pracy montażysty: od stołów
montażowych Moviola, przez Steenbecki i KEMy, aż po
Avida, Lightworks czy FCP. Doprawdy trudno zarzucić
mu ortodoksyjność lub nadmierny entuzjazm w stosunku
do nowinek technicznych. Stare stoły miały swoje wady,
ale i zalety, „/.../ szukając tego, co ci potrzebne,
stale uczysz się czegoś nowego o materiale. Z tym,
że system zbyt liniowy może okazać się uciążliwy –
poświęcasz zbyt wiele czasu na znalezienie tego, na
czym ci zależy”. Z kolei swobodny, nieliniowy
dostęp do konkretnego fragmentu w przypadku nowych
systemów, to tylko pozorne ułatwienie. „Chcesz
czegoś konkretnego i dostaniesz to (ale tylko to)
w możliwie jak najszybszym czasie. /.../ twój wybór
jest na tyle dobry, na ile dobra była twoja prośba
a czasami to zwyczajnie nie wystarcza. Wyższy poziom
uzyskuje się przez rozpoznanie: możesz nie wiedzieć,
jak określi to czego potrzebujesz, ale gdy to zobaczysz,
uświadamiasz sobie, ze o to dokładnie chodziło.”
Przy
pracy twórczej – zdaniem Murcha – jest
bowiem konieczna odrobina chaosu.
Irena
Gruca – Rozbicka
WYWIAD
Rozmawia: Blanka Zawada (dla Szorty.pl,
Krótkie Formy Filmowe) z Alicją Maras, Managerem Wydawnictwa
Wojciech Marzec
Data: 12.10.2006 rok
Blanka Zawada: Na rynku jest już dostępna książka
Waltera Murcha W mgnieniu oka. Sztuka montażu filmowego.
To już druga po Jak napisać scenariusz filmowy pozycja
z dziedziny filmu. Dlaczego właśnie montaż?
Alicja Maras: Montaż filmowy jest niezwykle
interesującą dziedziną sztuki filmowej. Mieliśmy też
wrażenie, że bardzo niedocenioną, ze względu na nieznajomość
tematu. Milenia Fiedler w przedmowie do polskiego
wydania książki napisała „Człowiek montujący
film wykonuje tylko dwie operacje: wycina odpowiedni
fragment taśmy filmowej i łączy z kolejnym. Ale dzięki
tym prostym działaniom ma moc tworzenia czasu, przestrzeni,
postaci ekranowej, konstruowania filmowego opowiadania,
nadania sensu zarejestrowanym obrazom i programowania
emocji widzów.” Przeciętny widz nie zastanawia
się nad tym w jaki sposób film został zrobiony, ale
jaki jest efekt końcowy, stąd najczęściej zapamiętuje
z niego nazwisko reżysera i aktorów. Mamy nadzieję,
że po lekturze książki Murcha już nigdy nie przegapimy
nazwiska montażysty oraz bardziej zainteresujemy się
tą profesją.
Blanka Zawada: Wydawnictwo, jako jedyne na rynku,
nie ugięło się pod presją zwiększenia ilości czytelników,
kosztem prezentowanych tytułów. Z czego to wynika?
Alicja Maras: Mamy silne poczucie misji. Publikowane
przez nas pozycje książkowe mają za zadanie upowszechnić
wiedzę z zakresu filmu, a teraz także mediów. Nie
interesuje nas ilość, ale jakość tych tytułów. Każda
z pozycji jest najlepszą z najlepszych prezentowanych
na świecie, ale zanim zapadnie decyzja o jej wyborze,
jest szczegółowo weryfikowana przez zespół ekspertów
z branży filmowej. Chciałabym w tym miejscu podziękować
wszystkim zawodowcom, którzy bezinteresownie pomagają
w weryfikacji tytułów oraz służą dobrą radą i pomocą
w kwestiach filmowych. Wierzą w nas, w to co robimy,
podobnie zresztą jak nasi czytelnicy, od których dostajemy
liczną korespondencję – głównie mailową, ze
szczerymi podziękowaniami. Wszystkie te słowa uznania
to dla nas dodatkowa porcja energii do działania.
W połączeniu z energią całego zespołu tworzy to niezłą
mieszankę torpedową. Robimy to co kochamy, realizujemy
marzenia swoje oraz innych pasjonatów zainteresowanych
zgłębieniem wiedzy z zakresu filmu...
Blanka Zawada: Zaobserwowali Państwo wzrost zainteresowania
tematyką filmową w ciągu roku swojej działalności?
Alicja Maras: Zdecydowanie. Organizowanych
jest coraz więcej konkursów i warsztatów z dziedziny
filmowej. Od listopada w Mistrzowskiej Szkole Reżyserii
Filmowej Andrzeja Wajdy rusza Przedszkole Filmowe
czyli weekendowy kurs dla studentów, licealistów i
gimnazjalistów pragnących rozpocząć swoją przygodę
z filmem. Coraz więcej młodych ludzi chce związać
się z branżą filmową, a szkoły filmowe wychodzą im
naprzeciw otwierając nowe wydziały. W łódzkiej filmówce
od października ruszyły dzienne studia na wydziale
montażu filmowego oraz fotografii, Warszawska Szkoła
Filmowa rozszerzyła swoją ofertę o studia podyplomowe
na wydziale produkcji filmowej i telewizyjnej. Z informacji
od naszych czytelników wiemy, że w niektórych przypadkach
nasze książki przyczyniły się do podjęcia właśnie
tej ważnej decyzji o wyborze ścieżki kariery. Bardzo
się z tego cieszymy oraz mamy nadzieję, że zwiększy
się aktywność artystyczna twórców
Blanka Zawada: Jakie są dalsze plany wydawnictwa?
Alicja Maras: Trwają zaawansowane prace nad
kolejnymi tytułami: Sztuka produkcji filmowej, Podręcznik
dla aktorów. Techniki improwizacji dla profesjonalnych
aktorów filmu, teatru i telewizji oraz Sztuka reżyserii
filmowej. Wydawnictwo poszukuje nowych dróg rozwoju.
Jesteśmy otwarci na współpracę z profesjonalistami,
szkołami filmowymi, pasjonatami kina, upatrując w
niej możliwość synergii. Razem możemy więcej. Niech
ten zmasowany impuls wpłynie na zwiększenie aktywności
twórców filmowych i polepszenie jakości ich dzieł.
Blanka Zawada: Dziękuję bardzo za rozmowę i z niecierpliwością
oczekuję na Państwa kolejne publikacje.
|
|